Opowiadanie „Kim ona jest”

Prezentuję wam moje pierwsze opowiadanie pt. „Kim ona jest.?” powstałe na potrzeby XXX Międzynarodowego Konkursu Literackiej Twórczości Dzieci i Młodzieży Gimnazjalnej, w którym wzięłam udział i zdobyłam wyróżnienie. Warto dodać, iż na konkurs nadesłano 6547 zestawów wierszy i opowiadań z 453 szkół podstawowych i gimnazjów z całej Polski, Stanów Zjednoczonych, Niemiec, Litwy i Turcji. Jest to pierwszy tak długi tekst, jednocześnie opisujący ważną część mojego życia.

Opowiadam w nim historię o dziewczynie, która nie wierzy w swoje możliwości. Jednak dzięki pomocy postaci z lustra otwiera się i znajduje szczęście. Zapraszam do przeczytania ♥

ᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊᄊ

Cześć.  Jestem Emila i mam 14 lat. Chcę opowiedzieć wam moją historię, która wydarzyła się kilka miesięcy temu. Do dzisiaj zastanawiam się, jak to możliwe, bym przeżyła coś takiego. Nadal nie jestem do końca pewna, które zdarzenia były jawą, a które tylko snem i wytworami wyobraźni.

Zawsze sprawiałam wrażenie normalnej dziewczyny, takiej jak wszystkie inne. Może tylko trochę bardziej wrażliwej.  Dostawałam wzorowe oceny, otaczało mnie dużo koleżanek i przyjaciół. Lubiłam słuchać różnej muzyki – od popu, R’n’B po rock i heavy metal. Pasjami czytałam książki, z których najbardziej podobały mi się powieści Krzysztofa Petka.

Miałam też chłopaka. Bardzo go kochałam. On też szalenie mnie kochał. Mieszkaliśmy 30 km od siebie, jednak to nam nie przeszkadzało. Nic nie było w stanie nas zniszczyć. Trzy lata starszy ode mnie, ale dobrze mnie rozumiał. Niczym specjalnym nie wyróżniał się. Mimo to stał się dla mnie kimś ważnym, najważniejszym. Jako para istnieliśmy pół roku.

Zerwał ze mną, podając za argument, że nie jest jeszcze gotowy na poważny związek. Nie mogłam tego zrozumieć! Nie potrafiłam ogarnąć myślami. Właściwie z tego dnia, z 19. lutego nie pamiętam wiele. Tylko tyle, że miałam poharataną twarz i nie poszłam do szkoły.

Nie będę mówić o wszystkim bardzo dokładnie. To nadal bolesne do opowiedzenia. Zresztą nie chodzi tu o sam fakt stracenia go. Chodzi o to, co zdarzyło się po tym, a co nie zdarzyłoby się, gdybyśmy się nie rozstali.

Nie znosiłam napięcia. W nocy nie mogłam spać, ciągle płakałam. W szkole ze wszystkich sił powstrzymywałam łzy. Mało jadłam, wmawiając sobie że jestem za gruba i dlatego mnie zostawił. Nie chciałam wychodzić z domu, nie rozmawiałam z nikim. Tylko z Angeliką – moją najlepszą przyjaciółką kontaktowałam się telefonicznie, bo mieszkała trochę dalej ode mnie.
Nadszedł w końcu dzień, w którym musiałam odreagować. Ból psychiczny był nie do zniesienia.  Po południu poszłam na zwykły spacer. Zazwyczaj chodziłam do „mojego miejsca” oddalonego około pół kilometra od domu. Składał się na nie dół po wykopach i utworzone wokół wzniesienia, które dawały piękny widok. W zagłębieniu od jakiegoś czasu leżały stare szyby…

Nic nie planowałam. Usiadłam na śniegu i zapadłam w letarg. Nie wiedziałam, która godzina, ale ściemniało się. Patrzyłam bezmyślnie w pustkę. W las, w pola i w niebo. Łzy na policzkach zaczynały zamarzać.

Kilka metrów ode mnie leżała szklana butelka. Z wściekłością cisnęłam ją o pobliskie drzewa. Pękła z hukiem. Nie myśląc o niczym, zbliżyłam się do niej. Kopnęłam walające się resztki… Mimowolnie podniosłam większy kawałek szkła. Przyjrzałam mu się.

Wróciłam na swoje miejsce. Trzymałam w ręku błyszczący, nieco zabrudzony przedmiot. Zdjęłam kurtkę. Chłód w ogóle mi nie przeszkadzał. Jeszcze raz spojrzałam na przedmiot w swojej dłoni. Zacisnęłam mocniej pięść. Szkło wbiło mi się w skórę. Trzymany przedmiot zacisnęłam ją jeszcze mocnej. Krew spływała po dłoni. Nie czułam bólu. Odniosłam wrażenie, jakby z czerwoną cieczą spływał cały mój smutek i przygnębienie.

Podwinęłam rękaw. Nie dawałam rady. Więcej było powodów, dla których powinnam odejść, niż zostać. Przeciągnęłam brudnym szkłem po ręku. Raz, drugi….

-STOP!!! – usłyszałam nagle.

Co to było? Pomyślałam, oglądając się za siebie. Nikogo nie zobaczyłam.

-Przestań to robić. To boli – nie wiem skąd dochodził głos.

Ponownie rozejrzałam się wokół.

-Kto tu jest?!- krzyknęłam, nie widząc nikogo.

-Tutaj – rozległo się blisko mnie.

Spojrzałam na przedmiot w mojej dłoni. Ktoś w nim był. A raczej, ktoś się w nim odbijał?!

-Zostaw to. Nie chcesz tego robić. To ci nie pomoże. – postać w szkle mówiła   do mnie!

Jak to możliwe? W głowie wirowały mi się tysiące myśli. Widziałam tylko oczy i włosy, gdy wpatrywałam się w przedmiot. Zupełnie jakbym patrzyła w lustro… Uświadomiłam sobie, że to moje odbicie. Ale jakim cudem to do mnie mówi?!

Wyrzuciłam szybko szkło, wytarłam rękaw i w myślach powtarzałam: „Wariujesz, to nie dzieje się naprawdę. To twoja wyobraźnia. Mózg płata ci figle.” Ostatkiem sił doprowadziłam się do porządku tak, aby gdy wrócę do domu, nikt nie zauważył co zrobiłam i że płakałam.

Kiedy dotarłam, nastała noc. To wszystko nie mieściło mi się w głowie. Kim ona jest i czemu do mnie mówi?!

__________________________________________________________________

Następnego dnia wstałam o 6:30, jak zwykle gdy szłam do szkoły. Piątek  - angielski, polski, w-f, matma, historia, niemiecki i muzyka. Założyłam ciemne jeansy i czarny sweterek – pierwsze, co wyciągnęłam z szafy. Nie miałam nastroju do wybierania sobie ubrań. Na wychowaniu fizycznym mieliśmy grać w moją ulubioną siatkówkę, ale jakoś mnie to nie cieszyło. Wyszłam z domu i ruszyłam na autobus. Myślałam tylko o Nim, wciąż przypominając sobie nasze wspólne chwile. Do przystanku miałam około kilometra. O 7:40 autobus, ku uciesze wszystkich, pojawił się. Wsiadłam i zajęłam miejsce na końcu.

Popatrzyłam na siebie w szybie. Ciemnobrązowe, rozpuszczone włosy, na które była założona czarna czapka, jasne oczy, wyraźnie zarysowany kontur twarzy. Ludzie mówili, że jestem ładna, ale jakoś nigdy w to nie wierzyłam. Na świecie są ładniejsi ludzie.

W szkole dzień jakoś mijał. Przyzwyczaiłam się już, że przy wejściu czekały na mnie koleżanki – Anita i Nikola. Pod klasą siedziała Gośka z Edytą. Mój autobus przyjeżdżał najpóźniej, więc przychodziłam ostatnia.

-Siemanko! Umiesz z polaka? – Edyta wychyliła głowę zza zeszytu.

-Umiem – odrzekłam.

-Najlepsza uczennica w klasie zawsze wszystko umie – powiedziała  ze śmiechem.

W Edycie zawsze podobały mi się jej włosy. Nie blond, nie brąz, tylko coś pomiędzy. Trudny do nazwania kolor. Zazwyczaj czesała je, wypuszczając grzywkę. Często nosiła  dresy.

Ten dzień mijałby nawet spokojnie, gdybym nie odwiedziła łazienki. Nikola zapytała, czy z nią pójdę, bo chce spisać lekcje.

Ona weszła do kabiny, a ja stanęłam przy umywalce.
Wisiało nad nią lustro. To akurat miało taki rozmiar, że mogłam zobaczyć się  od głowy do pasa.

-Wiesz, że jesteś piękna?  – nagle ktoś powiedział.

Wychyliłam głowę, by sprawdzić kto.

-Ej, mówiłaś coś? – zapytałam Nikolę.

-Nie, a co?- krzyknęła z kabiny.

-Nie, nic. – odpowiedziałam, rozglądając się podejrzliwie.

W łazience nie było nikogo oprócz nas.

-O co chodzi? Nie wierzysz? – głos mówił, a ja nie wiedziałam, skąd dobiega. Zupełnie jak wtedy w szkle…

-Cicho bądź! – powiedziałam, patrząc przed siebie.

-Nie. Ty wiesz że jesteś pi

piękna. Spójrz na siebie.

Zmrużyłam oczy. O co znowu chodzi?!

-Zamknij się!!!- krzyknęłam i uderzyłam pięścią w lustro.

-Emila, co się tam dzieje? – Nikola właśnie dochodziła do mnie.

-Yyyyy… Telefon mi dzwonił i się wystraszyłam – skłamałam, bo przecież nie powiem, że ktoś do mnie mówił.

-Okej. Idziemy? – zapytała, zarzucając plecak na ramię.

-Tak, już.

Po wyjściu z łazienki myślałam o tym, co się stało. Zupełnie nie potrafiłam znaleźć racjonalnego wyjaśnienia. Uznałam, że następnego dnia zadzwonię do Angeliki.

Nadeszła sobota. Wybierając numer przyjaciółki, miałam pewne wątpliwości. Wiedziałam, że mnie nie wyśmieje, jednak zupełnie nie wiedziałam, co jej powiedzieć. „Szkło do mnie przemówiło”?

-Hej Aga, możesz gadać? – zapytałam, gdy odebrała.

-Jasne, co jest? Jak się czujesz? – jej głos natychmiast mnie uspokoił. Zawsze mnie uspokajał.

-Nie wiem, co mam zrobić. Ostatnio dzieje się coś bardzo dziwnego.

-Opowiadaj.

-Bo… bo w piątek … w piątek chciałam się zabić.

-Co?!!!- niemal widziałam, jak jej oczy się powiększają i rosną do rozmiarów jajka.

–Milka, ten idiota nie jest ciebie wart. Masz całe życie przed sobą. Nic sobie nie rób – teraz to jej głos drżał.

Rozpłakała się.

-Aguś kochanie, nie płacz – nienawidzę, kiedy płaczesz. To tak, jakbym ja płakała. Wiesz, wtedy Ktoś mi przeszkodził.

-To dobrze, nie wybaczyłabym sobie, gdyby coś ci się stało – chyba się uspokoiła, mówiła już płynnie i bez pośpiechu. – Kto?

-Nie wiem – odparłam zgodnie z prawdą. Szkło.

-Jak to szkło? – spytała zdziwiona.

-Właściwie ten ktoś w szkle. Dziewczyna. Ja. To znaczy nie ja, tylko ja w szkle, moje odbicie, to znaczy….

-Czekaj, czekaj. Chcesz mi powiedzieć, że twoje odbicie zaczęło mówić?

-Tak, tak jakby. Mówiło, żebym tego nie robiła, bo to je boli – plątałam się w słowach, nie potrafiąc odpowiednio ich dobrać. Ale wczoraj też ją widziałam.
-Jaką ją? – Aga najwyraźniej nie mogła mnie zrozumieć.

-No siebie. Znaczy mnie. Znaczy moje odbicie. Boże…

         Osunęłam się na kolana i opowiedziałam jej historię z lustrem  w łazience.

-Wydaje mi się, że za mało śpisz. To dla ciebie bardzo trudny okres, bardzo to przeżywasz. Idź dziś spać wcześniej, wycisz się. Jesteś zmęczona, nie spałaś od kilku dni. Zadzwonię jutro, dobrze?

-Wierzysz mi, prawda? – zapytałam z nutą wahania.

-Oczywiście, że wierzę. Pamiętaj, zawsze ci pomogę. Dla bezpieczeństwa unikaj wszelkich rzeczy, w których możesz się przejrzeć.  Dobranoc, słodkich snów maleńka – powiedziała ciepło.

-Dobranoc – powiedziałam i się rozłączyłam.

Może ma rację? Może faktycznie mi się przywidziało? Podobno tylko diabeł boi się luster. A jeśli jestem… Nie! Odgoniłam od siebie złe myśli. Skup się. Już dobrze. Nakazałam sobie iść spać i zasnęłam, choć z trudem.

Następnego dnia wstałam rano z twardym postanowieniem: unikać luster, szkieł, szyb, butelek, wszystkiego w czym mogę się przejrzeć. Byłam zdeterminowana, by się tego trzymać. Jednak cały czas myślałam o tej dziewczynie. Kim ona jest i czego ode mnie chce? Kusiło mnie, by spojrzeć        w lustro. Chociaż na małą, maleńką chwilkę.

         Żeby zająć czymś myśli, zaczęłam odrabiać lekcje. Wyciągnęłam  z plecaka książki od matematyki i zaczęłam równania. Szybko poszło,  bo umiałam i lubiłam je rozwiązywać. Przyszła kolej na język polski. Polecenie: Przeczytaj fragment książki Ericha Marii Remarque’a,  pt. ,,Czarny obelisk’’, zastanów się nad jego sensem i napisz swoje przemyślenia.

„Przed pójściem spać przechodzę koło lustra. Staję i przeglądam się. Co jest rzeczywiste? – myślę. Skąd pochodzi perspektywa, której nie ma, głębia, która kłamie, przestrzeń, która jest płaszczyzną? I kim jest ten, co stamtąd wygląda, a w ogóle go nie ma? Patrzę na moje wargi opuchnięte i spieczone, dotykam ich, a ktoś naprzeciwko dotyka swojej widmowej wargi, której nie ma. Uśmiecham się i ten nie-ktoś również się uśmiecha. Potrząsam głową, a ten nie-ktoś też potrząsa swoją nie-głową. Który z nas jest którym? I co to jest ja?  To tam, czy to obleczone w ciało, po tej stronie? Czy też coś jeszcze innego, coś poza tymi dwoma? Czuję dreszcz grozy i gaszę światło.”

Pomyślałam nad tym fragmentem. Dziwny traf, że akurat o lustrze.

„Ktoś po drugiej stronie lustra, ten nie-ktoś,  nie możemy stwierdzić kto. Nie jest to z pewnością nasza osoba, a jedynie jej odbicie. Lustro jest płaszczyzną – to, co się w nim odbija, nie jest rzeczywiste. Nie może istnieć tak, jak ja. Nie ma własnej świadomości ani ciała. Sądzę, że autor chciał przekazać nam ważną refleksję, skłaniającą do zastanowienia się nad sobą, gdy stoimy przed lustrem.”

Zapisałam odpowiedź w zeszycie, po czym zamknęłam go i zerknęłam  w okno. Na dworze było całkiem pogodnie. Śnieg leżał jeszcze na polu, podwórku i w lesie. Jasne słońce dawało złudzenie, że ziemię pokrywają  malutkie, płonące ogniki, mieniące się wszystkimi kolorami tęczy. W takie dni świat wydawał mi się piękny.

Pamiętam jak kilka tygodni temu, popchnął mnie na śnieg i oznajmił, że nie pozwoli wstać. Obrzucaliśmy się śniegiem… Miał go pełno w brązowych, klasycznie przystrzyżonych włosach. ,,Nigdy mnie nie złapiesz, nigdy mnie nie złapiesz…’’ Biegałam jak dziecko, a on za mną. ,,Pokazać ci coś?’’ Przytrzymał mnie i delikatnie przycisnął do drzewa. ,,No, pokaż geniuszu’’. Nadal się śmiałam, ciekawa, co mi pokaże. ,,A teraz ci pokażę, jak bardzo cię kocham!’’ Spojrzał mi w oczy…

Ja swoje otworzyłam. Szeroko, najszerzej jak tylko mogłam, żeby nie płakać. ,,Jak bardzo cię kocham’’… Ile dałabym, żeby znów to usłyszeć. Żeby znów to poczuć.

         Na razie tylko narastająca gula w gardle. Przypomniałam sobie fragment słyszanej gdzieś piosenki: ,,(…) a ty, walczysz o każdy dzień, każdą chwilę przeżyć chcesz od nowa…’’ Już Emilko, wdech, wydech, wdech, wydech… Tak się uspakajałam. Jakoś musiałam. Powtarzałam sobie: bądź silna. Nie daj się złamać.

         Nie mogłam pozwolić, by uczucia tak mną władały. Starałam się twardo stąpać po ziemi, jednak w ogóle mi to nie wychodziło. Byłam tylko cieniem człowieka. Jutro szkoła, trzeba się ogarnąć. Może jeszcze wskoczę na facebooka. Na fejsie to co zwykle – ktoś w związku, ktoś dodaje zdjęcia, inni piszą jakie to życie jest okropne, bo mają szlaban. Zachciało mi się śmiać.  Nie oczekiwałam współczucia, jednak pomyślałam, że ich życie nijak ma się do mojego. Denerwowały mnie posty typu „Ale nudy”, itp. Bo co mnie interesuje, że komuś się nudzi?

         Spakowałam plecak. Nawet nie zauważyłam, że jest już ciemno i trzeba kłaść się spać. Śniło mi się, że ktoś mnie woła…

          W poniedziałkowy poranek faktycznie usłyszałam, że ktoś mnie woła.

-Eeeemiiiilaaaa!!! – korytarz szkolny wypełnił krzyk mojej przyjaciółki Natalii.

-Czeeeeekaaaaj! – po chwili dołączyła do niej Olka.

-Co tam? – poczekałam, aż mnie dogonią i spytałam o co chodzi.

-O nic, tak tylko sprawdzałyśmy twój orient – obie uśmiechały się szeroko  i nienaturalnie. Wiedziałam, że czegoś chcą.

-No, to co znowu narobiłyście? – zapytałam śmiejąc się.

         Z nimi zawsze jest wesoło.

-Wpadłabyś do mnie na noc? – Natalia stanęła naprzeciw mnie. – I nie przyjmuję odmowy. Olka też będzie.

-Ale ja musz…

-Nic nie musisz. W piątek idziesz do mnie. Dziękuję, też cie kocham. Blondynka nie pozostawiła wątpliwości, że weekend spędzę u niej. W sumie, to nawet się ucieszyłam.

-Ok, tylko mnie nie bij – zawadiacko trzepnęłam ją w ramię i poszłam pod swoją klasę.

__________________________________________________________________

-Numer czternaście, zapraszam do odpowiedzi. – głos naszej fizyczki wyrwał mnie z zamyślenia.

-Zapraszam z zeszytem, szybciutko.

         Wzięłam zeszyt i podeszłam do biurka. Stanęłam obok tablicy. Podczas pytania, szczególnie na fizyce, po klasie przechodził charakterystyczny pomruk, ale nie tym razem. Wiadomo, że dostanę 5. Przynajmniej klasa tak myślała. Ja byłam nieco innego zdania. Nie żebym niczego nie umiała. W pamięci szybko przypominałam sobie podstawowe pojęcia z ostatniej lekcji.

-A więc zaczniemy od zwierciadeł płaskich. Jakie są cechy obrazów powstających w takich zwierciadłach?

-Są pozorne, proste, tej samej wysokości i wielkości – wyrecytowałam, zadowolona, że dzień wcześniej się uczyłam.

-I jakie jeszcze? – zapytała Soczewka (tak nazywaliśmy fizyczkę).

-Yyyy… Takie same? – zaczęłam, wiedząc, że to i tak nie jest prawidłowa odpowiedź.

-Niestety, nie. Spójrz.

Pani podała mi małe lusterko, wymiarów około 20 x 20 cm.

-O nie… – jęknęłam cicho. – Tylko nie teraz…

         W zwierciadle zobaczyłam znajome odbicie. W duchu modliłam się, by nie zaczęło mówić. Ale moje prośby nie zostały wysłuchane.

-Są symetryczne – powiedziała postać.

         Wcale nie miałam ochoty jej posłuchać.

-Emilko, dobrze się czujesz? – zapytała Soczewka i stanęła obok. – Może lepiej usiądź, odpowiesz innym razem.

-Umiesz to, odpowiadaj – zabrała głos dziewczyna z lustra.

         Rozejrzałam się, czy ktoś słyszał. Wszyscy patrzyli na mnie w osłupieniu, jakby widzieli mnie pierwszy raz. Widocznie nikt nie słyszał.

-Zamknij się – szepnęłam, zaciskając mocniej palce na lusterku.

-Słucham? –fizyczka nachyliła się nade mną.

-No mów, że symetryczne.

-Mówię, zamknij się! – krzyknęłam i pożałowałam swoich słów. W klasie zapanowała cisza. Słyszałam bicie własnego serca.

-Przepraszam, źle się czuję… – wyjąkałam ze wstydem.

         Było mi strasznie głupio. Wewnątrz, aż kipiałam ze złości. Czemu Ona znowu się pojawia?!

-Rozumiem, nawet trochę blada jesteś. Usiądź. – Soczewka podała mi zeszyt i odprowadziła do ławki.

         Resztę lekcji nie mogłam dojść do siebie. Nie potrafiłam powiedzieć czy to bardziej złość, czy smutek. Wiedziałam jednak, że muszę bardziej uważać. Po lekcji sprawdziłam w podręczniku, czy to, co podpowiadało odbicie, byłoby dobrą odpowiedzią. Moje zdumienie nie miało granic, gdy zobaczyłam: „Obraz w zwierciadle płaskim jest prosty i symetryczny”.

__________________________________________________________________

         Wróciłam do domu. Rzuciłam niebiesko – pomarańczowy plecak na ziemię, zdjęłam kurtkę i poszłam do pokoju.

         Mieszkałam w parterowym domku, na który składały się dwa pokoje i kuchnia. Pomieszczenia te zajmowaliśmy w siedem osób:  mama, ojczym,  trzy siostry, ja i brat. Nie byliśmy bogaci, ale generalnie szczęśliwi.  No właśnie, GENERALNIE. W naszym codziennym życiu zdarzały się różne chwile. Mama nie stanowiła dla mnie autorytetu. Nie ufałam jej. Kiedyś miałam ważny dla mnie  problem. Na moich nogach pojawiły się rozstępy. Spytałam, co można na to poradzić. A mama… mama mnie wyśmiała. Stwierdziła, że to nie kłopot. Właśnie od tego czasu nie mówię jej o swoich problemach, i o tym, co czuję. Duszę to wszystko w sobie. Zresztą… chłód nigdy mi nie przeszkadzał. Stałam się odporna na wszystkie uszczypliwości z jej strony. Nie mogłam z nią pogadać jak matka z córką. W sumie nawet nie chciałam. Zastępowały mi ją pamiętnik, internetowy blog oraz trzy najwspanialsze przyjaciółki: Angelika, Natalia i Olka.

         Z czasem lustro stawało się coraz bardziej natarczywe. Momentami przeszkadzało mi.  Jednak… dziewczyna mówiła mi to, co trafiało do mnie. Sprawiało, że zaczęłam zastanawiać się nad sobą.

         W gruncie rzeczy zaczynałam ją lubić. Minęło około dwóch miesięcy, zanim uświadomiłam sobie, że ona wcale nie chce mnie skrzywdzić. Za każdym razem, gdy się pojawiała, tylko mi pomagała. Mówiła do mnie tak, jak nikt. Była moim podświadomym głosem. Nie prowadziła ze mną dłuższej rozmowy. Niekiedy nie rozumiałam jej słów, jednak z biegiem czasu odkrywałam, co oznaczają. Wyrażała to, czego ja nie potrafiłam nazwać.

         W końcu zdecydowałam się spróbować z nią porozmawiać o tym, dlaczego tu jest i czego ode nie chce. Nie mogłam już dłużej żyć w niewiedzy. Swój plan postanowiłam spełnić już następnego dnia.

         Nadeszła sobota, dziewiąty marca 2013 roku. Wybiła godzina 15.18. Na Dołach było cicho jak na cmentarzu nocą. Nawet drzewa, poruszane przez ciepłe powietrze nadchodzącej wiosny, nie wydawały choćby najcichszego szumu. Postawiłam przed sobą wielkie lustro, przytaszczone z domu i oparłam je o korę wysokiej sosny. Słońce schowało się za chmurami i najwyraźniej ani śniło wyjść. Ubrana w czarny polarek, niebieskie adidasy i stare jeansy stanęłam naprzeciw zwierciadła. Czekałam, aż dziewczyna się pojawi.

         Minuta…

         Dwie…

         Gdzie ona jest? A, no jasne. Przecież nigdy nie przyszła ot – tak, tylko wtedy, gdy miałam kłopoty z którymi nie umiałam sobie poradzić.

-Nie wiem jak masz na imię, ale chcę z tobą porozmawiać – powiedziałam na głos, patrząc w swoje odbicie.

-Ja też chciałabym ci coś powiedzieć – rzekła postać – ale najpierw się przedstawię. Mów mi Aklime.

 Jak zwykle, mówiła spokojnie i delikatnie, ale nie wyniośle.

-Czemu Aklime? – zapytałam.

-Może później się dowiesz… – powiedziała tajemniczo.

-Nie znam cię. Właściwie nic o tobie nie wiem, tylko to, że wyglądasz jak ja i mówisz do mnie, kiedy jestem zdołowana.

 Postanowiłam nie okazywać lekkiego zdenerwowania. Aklime chyba jednak coś wyczuła.

-Nie masz się czym przejmować – usłyszałam, a kąciki moich ust uniosły się. Tak, jak jej.

-Powiedz mi kim jesteś, proszę.

-Najpierw to ja chciałabym o coś cię zapytać – tego się nie spodziewałam.

         O co mogła mnie zapytać?

-Słucham – skupiłam uwagę na tafli lustra.

         Byłam bardzo ciekawa, co chce wiedzieć.

-Odpowiadaj na moje pytania, tylko szczerze. Jak sobie radzisz od lutego? –dziewczyna spojrzała na mnie.

         Momentalnie wszystko stanęło mi przed oczami. Ja i on, on i ja, i my… Obtarłam łzę skrawkiem bluzy.

-Myślę, że dam radę… teraz już dam – powiedziałam i popatrzyłam na buty.

         To była prawda. Odkąd pojawiła się Ona, czułam się coraz lepiej. Zabraniała mi się ciąć i robić sobie krzywdę. W głębi serca czułam, że gdyby się nie pojawiła, nie byłoby mnie już tu.

-Widzę, że już jesteś silna. Silniejsza. I dasz sobie radę sama, a ja mogę odejść – zrobiła krok do tyłu po drugiej stronie.

-Nie, nie odchodź! – zbliżyłam się do lustra, wyciągając rękę.

         Nie chciałam, żeby odeszła.

-Teraz jesteś cała. Potrafisz o siebie zadbać. Już nic nie jest w stanie cię zniszczyć… Powstałaś jak feniks z popiołów. Jesteś w pełni sobą. Ja miałam ci w tym pomóc – Aklime patrzyła mi prosto w oczy.

-Powiedz mi tylko jedno – szepnęłam, wycierając oczy – kim jesteś?

-Kim jestem? – łagodnie uśmiechnęła się. – Jestem twoją wewnętrzną siłą.     Tym, co masz w sobie.

-Proszę, nie odchodź… – nie mogłam powstrzymać łez.

         Wiatr się zerwał i porozrzucał moje włosy. Jej także.

-Odejdę. Masz wszystko. Tylko pamiętaj o  jednym – położyła dłoń na sercu – nie poddawaj się! Nigdy! Nie pozwól, by ktoś cię zniszczył!!!

-Nie pozwolę… – wiatr zagłuszył moje słowa, lecz Ona na pewno je słyszała.

-Wykrzycz to.

-Nie poddam się – odparłam głośniej.

-Wykrzycz! Wykrzycz im wszystko! Wykrzycz całemu światu to, co wiesz teraz! Napisz na tle nieba!

-Nie poddam się!!! Nikt mnie nie zniszczy!!! Jestem sobą i to kocham!!! –krzyczałam, zdzierając gardło.

         Brakowało mi tchu. Jednak wierzyłam w to, co płynęło z moich ust.

-Tak! Widzisz?! – śmiała się przez łzy, a ja razem z nią.

-Widzę! Dziękuję! Już nigdy nie pozwolę, by ktoś mnie ranił! – skakałam i śpiewałam jak opętana. Jeszcze nigdy nie czułam się tak dobrze.

-Czujesz to!? To twoja moc! Pokaż ją światu!!! – wirowałyśmy na wietrze.

         Ja w rzeczywistości, ona po drugiej stronie.

         Nagle słońce wyszło zza chmur i oświetliło szklaną taflę.

-Aklime… – wołałam.

         Jednak Ona rozpływała się. Stawała się coraz bardziej niewidoczna, jakby ktoś ścierał ją gumką.

-Emilko… Zostań taką, jaką jesteś teraz. Ciesz się życiem. Nig­dy nie ocze­kuj od in­nych więcej, niż są w sta­nie ci dać. Sama sta­raj się da­wać więcej niż brać.  Teraz jesteś wojowniczką i masz twardy pancerz. Jesteś silniejsza niż kiedykolwiek. Utrzymaj to! Obiecujesz?

-Obiecuję – odparłam.

-Pójdę już. Pamiętaj o wszystkim co cię spotkało. I powiedz wszystkim o tym, przez co przeszłaś, by ratować tym czyjeś życie – powiedziała na koniec.

–Obiecuję… wyszeptałam i dotknęłam lustra. Rozbiło się na milion małych kawałeczków.

 

         Kim jestem dziś? Pewną siebie dziewczyną, mającą wokół furę przyjaciół i ludzi, na których mogę liczyć. Odnoszę małe i większe sukcesy w sporcie,   a także w konkursach, rozwijam swoje zainteresowania. Gdy przychodzi gorszy dzień, krzyczę głośno, że następny będzie lepszy. Swoim optymizmem zarażam innych. W końcu czuję się potrzebna. Prowadzę bloga, na którym piszę swoje przemyślenia i teksty. Wreszcie spełniam marzenia.

         A Ona, Aklime, dziewczyna z lustra? Od ostatniego dnia na wydmach już jej nie widziałam. Nie pojawia się. Zapewne dlatego, że ponownie chce mi się  żyć. Niosę pomoc innym i cieszę się każdym nowym dniem. Mojego wewnętrznego spokoju nie zburzył nawet fakt, że chłopak, którego kochałam, chciał do mnie wrócić. Nie dałam się ponownie zranić. Jestem zupełnym przeciwieństwem osoby, którą byłam kiedyś.

         Ktoś kiedyś powiedział mi, że mam w oczach coś, co pokazuje, kim byłam i kim jestem. A może to ślady na rękach, które noszę zakryte długimi rękawami bluzek?

         Zdecydowałam się opowiedzieć moją historię, by pomóc wszystkim, znajdującym się w podobnej do mojej sytuacji.  Niech wiedzą, że nie są sami! Mają własną siłę, która ich uratuje! Uwierzcie w swoje możliwości i w siebie!!!

PS Przeczytajcie moje imię od tyłu. Pozdrawiam Was!

13 myśli nt. „Opowiadanie „Kim ona jest”

  1. Emilka Nowak Autor wpisu

    Wiersz o lustrze tak.
    Odpowiedź nie, bo wtedy byłam w 2 gim, a soczewki są w trzeciej.
    Ironio- rok później byłam pytana z soczewek. =D

  2. ~rtl33

    A to, że chciałaś się zabić to prawda?
    I to, co wydarzyło się na fizyce, i ten wiersz o lustrze też?
    P.S. Wybacz tę ciekawość, ale to wszystko wydaje się nieprawdopodobne :)

  3. Emilka Nowak Autor wpisu

    Większość jest prawdziwa, oczywiście oprócz zajść z Aklime 😆

  4. ~rtl33

    Piękna historia. Czy wszystko tu opisane działo się naprawdę, czy twoja wyobraźnia tak dała czadu?

Możliwość komentowania jest wyłączona.